Grzejnik w salonie pracuje pełną parą, a drzwi do sypialni stoją otwarte, bo „ciepło się rozejdzie”? W ten sposób płacisz za ogrzewanie pokoju, w którym wolisz spać w chłodzie. Zamykając drzwi między pomieszczeniami o różnej temperaturze, możesz obniżyć roczne koszty ogrzewania nawet o 5 proc. Przy okazji chronisz ściany sypialni przed wilgocią i pleśnią.
Skąd przekonanie, że otwarte drzwi lepiej grzeją?
Logika wydaje się prosta. Im więcej otwartych przejść, tym swobodniej ciepło krąży po domu i tym równiej jest wszędzie. Ja też tak szykowałem dom na zimę i przez cały wieczór trzymałem drzwi do sypialni otwarte na oścież.
Powietrze rzeczywiście się przemieszcza, ale nie dzieje się to za darmo. Ciepło z salonu płynie tam, gdzie jest chłodniej, a grzejnik w salonie musi tę stratę nadrobić. W efekcie ogrzewasz dwa pokoje, choć jeden z nich wcale nie potrzebuje wysokiej temperatury.
Gdzie ucieka energia, za którą płacisz
Niemiecka kampania informacyjna o oszczędzaniu energii podaje, że samo zamykanie drzwi między pomieszczeniami może zmniejszyć roczne koszty ogrzewania nawet o 5 proc. Nie trzeba do tego remontu ani zakupów, wystarczy wyrobić sobie nawyk.
Najważniejsze są drzwi do tych części domu, które grzeje się słabo albo wcale:
- piwnica, której nikt nie ogrzewa do temperatury pokojowej,
- strych i nieużytkowe poddasze,
- inne chłodne pomieszczenia, takie jak schowki czy pomieszczenia gospodarcze.
Gdy te drzwi zostają otwarte, dogrzewasz przestrzeń, w której nikt nie przebywa.
Dlaczego w chłodnej sypialni pojawia się pleśń?
Jest jeszcze drugi powód, dla którego zamykam drzwi do sypialni. Ciepłe powietrze z salonu niesie ze sobą wilgoć. Kiedy trafia do chłodniejszego pokoju, wilgoć osiada na zimnych ścianach.
Jeśli nie ma którędy się wydostać, ściana długo pozostaje zawilgocona, a to prosta droga do pleśni. Otwarte drzwi, które miały poprawić komfort, z czasem pogarszają więc warunki w pokoju, w którym śpisz.
Jeśli lubisz spać w niższej temperaturze, nie ma sensu dogrzewać sypialni ciepłem z salonu. Wystarczy zamknąć drzwi i osobno ustawić grzejnik w sypialni.
Ile stopni ustawić w poszczególnych pokojach
Zamknięte drzwi mają sens wtedy, gdy każdy pokój jest ogrzewany do temperatury dopasowanej do tego, co się w nim robi. Orientacyjne wartości wyglądają tak:
- salon i gabinet: 20–22°C,
- pokój dziecięcy: 20–22°C, z poprawką na wiek dziecka,
- łazienka: około 22–24°C, bo przy kąpieli przyda się więcej ciepła,
- kuchnia: około 18°C, bo resztę ciepła oddają urządzenia i gotowane potrawy,
- sypialnia: około 17°C, jeśli domownikom dobrze się śpi w chłodniejszym powietrzu.
To punkt wyjścia, a nie sztywna norma. Nie wychładzaj jednak pokoi za mocno, bo zimne ściany przy dużej wilgotności sprzyjają pleśni. Najwygodniej regulować temperaturę głowicami termostatycznymi, które pozwalają ustawić inną wartość w każdym pokoju. Pilnuj też, żeby grzejnika nie zastawiały meble ani nie zasłaniała gruba zasłona, bo wtedy słabiej ogrzewa pomieszczenie.
Kiedy drzwi mogą zostać otwarte, a kiedy zamknąć je od razu
Jeśli w całym domu utrzymujesz podobną temperaturę, otwarte drzwi niczego nie psują. Zasada zaczyna mieć znaczenie wtedy, gdy jeden pokój jest wyraźnie cieplejszy od sąsiedniego.
Są też sytuacje, w których zamykam drzwi bez zastanowienia:
- po kąpieli zamykam łazienkę i na kilka minut otwieram okno, żeby wilgotne powietrze nie rozeszło się po domu,
- po gotowaniu robię to samo z kuchnią, żeby nadmiar wilgoci wyszedł przez okno, a nie trafił do pokoi,
- do piwnicy i na strych drzwi pozostają zamknięte przez cały sezon grzewczy.
Wentylacja musi przy tym działać sprawnie, a dom trzeba regularnie wietrzyć. Zamknięte drzwi ograniczają straty ciepła, ale same nie usuną wilgoci z mieszkania.