Stoisz w składzie przy workach z brazylijskim pelletem i zastanawiasz się, czy ten granulat nie zapcha ci palnika? Spokojnie. Taki pellet często robi się z całych pni uprawianej sosny, a nie z trocin. Ma certyfikat ENplus A1, zostawia poniżej 0,5% popiołu i kosztuje 2100–2400 zł za tonę.
Czy pellet zza oceanu zapcha palnik?
To pytanie zadaje każdy, kto wydał niemałe pieniądze na kocioł z podajnikiem. Pellet kojarzy się z pobliskim tartakiem, a tu nagle granulat przepłynął cały Atlantyk. Obawa jest zrozumiała, ale eksperci i dystrybutorzy odpowiadają jasno: brazylijski towar, który trafia do polskich składów, ma europejski certyfikat ENplus A1.
Spełnia więc te same normy, których wymagasz od dobrego pelletu z krajowej produkcji. W kilku parametrach wypada nawet lepiej niż przeciętny towar na rynku. Różnica bierze się z tego, z czego się go wytwarza.
Całe pnie sosny zamiast trocin
W Europie pellet prasuje się głównie z trocin, czyli z odpadu tartacznego. Jakość takiej mieszanki zależy od tego, co akurat trafiło pod piłę i co zostało zmiecione z hali.
W Brazylii producenci często sięgają po całe pnie sosny uprawianej specjalnie w tym celu. Surowiec jest jednorodny od samego początku, więc granulat wychodzi jasny i równy, bez kory i bez piasku. Mniej zanieczyszczeń w surowcu oznacza mniej resztek po spaleniu.
Ile zostaje popiołu i ile daje ciepła?
W testach laboratoryjnych popiół z brazylijskiego granulatu nie przekracza 0,4–0,5 proc. Pellet pali się czysto, a popielnik opróżniasz dużo rzadziej niż zwykle. Dla kogoś, kto w styczniu schodzi do kotłowni z wiaderkiem, to odczuwalna różnica.
Druga liczba to wartość opałowa, która przekracza 17,5–18 MJ/kg. Im jest wyższa, tym więcej ciepła dostajesz z każdego kilograma wsypanego do zasobnika. Przy takim wyniku nie płacisz za paliwo, które w dużej części zamienia się w popiół.
Ile kosztuje tona w porównaniu z polskim pelletem
Według analiz rynkowych za tonę pelletu z Brazylii trzeba dziś zapłacić od 2100 do ponad 2300–2400 zł. Rozrzut wynika z regionu i kosztów dowozu. Niektóre markowe polskie pellety dochodzą tymczasem do 2500–2600 zł za tonę, a do tego bywa z nimi kłopot w składach.
Nie licz jednak na ceny sprzed lat, kiedy tona kosztowała poniżej tysiąca złotych. Wyprodukowanie biomasy w Ameryce Południowej jest wyraźnie tańsze niż w Europie, ale rejs przez ocean i transport z portu mocno podbijają końcową kwotę.
Skąd w ogóle ten import? Krajowe zakłady wytwarzają w ciągu roku mniej więcej 2 mln ton granulatu, a kotłów opalanych pelletem pracuje w naszych domach już przeszło 450 tysięcy. Brakujące tony dowożono dawniej z Białorusi i Ukrainy. Po zablokowaniu tych kierunków tartaki przestały nadążać z czystymi trocinami. Jak opisują Farmer.pl i Bankier.pl, importerzy sięgnęli więc po surowiec z Brazylii. Ameryka Południowa zwiększyła ostatnio swój udział w unijnym imporcie biomasy o ponad 30 procent. To właśnie ten import zatrzymał dalsze podwyżki i zapobiegł brakom towaru w środku sezonu.
Co sprawdzić na worku przed zakupem
- Certyfikat ENplus A1, bo to on potwierdza, że pellet trzyma europejskie normy.
- Zawartość popiołu, która w dobrym brazylijskim granulacie nie przekracza 0,4–0,5 proc.
- Wartość opałową na poziomie powyżej 17,5–18 MJ/kg.
- Wygląd granulatu: powinien być jasny i jednolity, bez kawałków kory i piasku.