Jeśli liczysz, że w 2027 r. rząd znów zamrozi ceny prądu, na razie się przeliczysz. Ministerstwo Energii mówi wprost, że mrożenia nie planuje. Mechanizm wróci dopiero wtedy, gdy ceny hurtowe mocno podbiją rachunki domów i rodziny zaczną mieć kłopot z ich opłaceniem.
Co z rachunkiem za prąd w 2027 roku?
Punkt wyjścia jest spokojny. W grudniu 2025 r. Urząd Regulacji Energetyki zatwierdził taryfy na 2026 r., a średnia cena energii dla gospodarstw domowych na tych taryfach wynosi 495,16 zł/MWh. To niespełna 1% mniej niż cena maksymalna 500 zł/MWh, która obowiązywała w 2025 r. Zejście z ceny maksymalnej na taryfę w samej stawce za energię prawie nic więc nie zmieniło.
Te 495,16 zł dotyczy jednak tylko energii. Na fakturze dochodzą jeszcze dystrybucja, podatki i pozostałe opłaty, więc kwota do zapłaty jest wyraźnie wyższa niż sama stawka za megawatogodzinę.
To, ile zapłacimy w 2027 r., w dużej mierze zależy od cen kontraktów zawieranych na rynku hurtowym. A te zależą między innymi od kosztów paliw, z których elektrownie wytwarzają prąd. Jednym z tych paliw jest gaz, i tu zaczyna się cała historia.
Warunek ministerstwa: najpierw rachunki muszą mocno skoczyć
Stanowisko resortu padło w odpowiedzi na zapytanie poselskie o bezpieczeństwo dostaw energii i ostrzeżenia przed kryzysem cenowym. Ministerstwo Energii uważa, że takiego kryzysu na rynku prądu dziś w Polsce nie ma, a ceny hurtowe w perspektywie ostatnich dwóch lat są względnie stabilne.
Mrożenie miałoby sens w jednej, konkretnej sytuacji. Ceny hurtowe musiałyby znacząco wzrosnąć, ten wzrost musiałby przejść na rachunki gospodarstw domowych, a domy musiałyby mieć realny problem z regulowaniem opłat za energię. To łańcuch, a nie pojedynczy sygnał.
Czytam to tak: sama drożejąca giełda nie wystarczy. Rząd nie zapowiedział uruchomienia osłony, a decyzja o ewentualnym mrożeniu na 2027 r. będzie zależała od tego, jak dalej zachowa się rynek.
Czemu 99% w magazynach gazu nie chroni przed podwyżkami?
Na pierwszy rzut oka wygląda to świetnie. Według danych Gas Infrastructure Europe 2 listopada 2026 r. polskie magazyny były wypełnione w około 99,2%, a średnia w całej Unii Europejskiej wynosiła około 74,6%. Resort nie przewiduje też ograniczeń dostaw gazu w sezonie zimowym 2026/2027.
Procent mówi jednak tylko, jak bardzo zbiornik jest pełny, a nie jak duży. Sam zestawiłem te liczby z danymi dla Niemiec i różnica robi wrażenie.
- Polska: pojemność ok. 36,8 TWh, zapełnienie ok. 99%, w magazynach ok. 36,6 TWh gazu.
- Niemcy: pojemność ok. 247 TWh, zapełnienie ok. 61%, w magazynach niemal 151 TWh gazu.
Niemieckie magazyny mieszczą blisko siedem razy więcej niż nasze, a nawet przy 61% zapełnienia trzymają ponad cztery razy więcej gazu. Nasz zapas pomaga przetrwać mrozy i chwilowe zakłócenia, ale przez całą zimę i tak trzeba korzystać z importu i krajowego wydobycia. Gaz z importu kupuje się po cenach, które dyktuje rynek.
Katar, Ormuz i europejska giełda, czyli skąd może przyjść podwyżka
Polski rynek gazu jest silnie powiązany z europejskimi notowaniami hurtowymi. Ceny na Towarowej Giełdzie Energii reagują na zmiany na najważniejszych rynkach w Europie, w tym na zakłócenia globalnych dostaw LNG.
Takich zakłóceń nie brakuje. Dostawy LNG z Kataru zostały wstrzymane w związku z sytuacją na Bliskim Wschodzie, a Katar odgrywa dużą rolę w światowym eksporcie gazu skroplonego. Gdy w rejonie Cieśniny Ormuz rosną napięcia, kupcy ostrzej konkurują o dostępne ładunki i ich cena idzie w górę. Do tej pory nie zabrakło nam gazu, ale za ten, który kupujemy, możemy zapłacić więcej.
Droższy gaz podnosi koszty pracy elektrowni gazowych, a w określonych warunkach także hurtowe ceny prądu. Właśnie od cen kontraktów hurtowych w dużej mierze zależą taryfy na 2027 r. Dopiero gdy ta ścieżka mocno podniesie rachunki domów, ministerstwo wróci do tematu mrożenia.