Niemiec płaci za kilowatogodzinę więcej euro niż ty, a mimo to w porównaniu z cenami w jego kraju prąd wychodzi go taniej. Według Eurostatu w pierwszej połowie 2026 roku energia w Polsce, przeliczona na siłę nabywczą, była o około 27% droższa niż w Niemczech i o 20% droższa niż w Czechach. Gorzej wypadła tylko Rumunia.
W samych euro wygląda to łagodniej. Przeciętna polska kilowatogodzina kosztowała 0,2999 euro. Unijna średnia wynosiła 0,2832 euro, więc przepłacamy względem niej mniej więcej 6%. W tej kwocie mieści się energia, opłaty sieciowe, podatki i VAT.
Niemcy płacą więcej euro, a i tak mają taniej
W rankingu cen nominalnych najdrożej było w Irlandii, gdzie kilowatogodzina kosztowała 0,3871 euro. Drugie miejsce przypadło Niemcom (0,3618 euro), trzecie Belgom (0,3575 euro). Polska uplasowała się dopiero na siódmej pozycji.
Kiedy zobaczyłem to zestawienie, byłem pewien, że wypadamy nieźle. Za tę samą kwotę w euro w Niemczech i w Polsce kupuje się jednak zupełnie inny koszyk zakupów. Dlatego Eurostat podaje też cenę w standardzie siły nabywczej i dopiero w tym ujęciu widać, jak bardzo prąd u nas ciąży.
Czym jest przeliczenie na siłę nabywczą?
Standard siły nabywczej, w skrócie PPS, to umowna jednostka, która wyrównuje różnice w ogólnym poziomie cen między krajami. Najprościej mówiąc, pokazuje, ile kosztuje prąd na tle innych towarów i usług w danym państwie. Gdzie życie jest przeciętnie droższe, ta sama cena w euro znaczy mniej.
W tym ujęciu 100 kWh kosztowało w Polsce 41,1 PPS, a w Niemczech 32,4 PPS. Stąd bierze się różnica około 27% na naszą niekorzyść. Czechy miały wynik 34,3 PPS, a Irlandia, nominalnie najdroższa w Unii, 32,8 PPS. Wyżej od nas była tylko Rumunia z 46,9 PPS. Na drugim końcu stawki znalazła się Malta z 13,8 PPS, gdzie prąd był prawie trzy razy tańszy niż w Polsce.
PPS nie mówi jednak, jaką część pensji rodzina wydaje na rachunki. To narzędzie do porównywania poziomu cen między krajami, a nie do liczenia domowego budżetu.
Skąd w rachunku biorą się opłaty sieciowe i podatki
Weźmy dom, który zużywa od 2500 do 5000 kWh rocznie, bo właśnie takie gospodarstwa Eurostat bierze pod uwagę w swoich danych. Na fakturze płacisz nie tylko za samą energię. Dochodzą do niej opłaty sieciowe, czyli koszt dostarczenia prądu do domu, a do tego podatki i VAT.
Eurostat wylicza, że w pierwszym półroczu 2026 roku aż 46,9% polskiego rachunku stanowiły daniny i opłaty. Żaden inny kraj Unii nie miał tak wysokiego wyniku. W Niemczech było to około 34%, a średnio w UE 28,4%.
Do tej liczby podchodzę ostrożnie. Instytut Reform wskazywał, że Eurostat zalicza do tej kategorii część kosztów w sposób, który zawyża faktyczne obciążenia fiskalne. Za 2025 rok Eurostat podał 42,9%, a Instytut oszacował 27,1%. W jego wyliczeniu sam VAT to 18,7 punktu procentowego, a na wszystkie inne daniny przypada 8,4 punktu. Tamta analiza dotyczyła wcześniejszego okresu, więc nie da się jej po prostu podstawić w miejsce tegorocznego wyniku.
Prąd w Unii tanieje, ale każdy kraj w innym tempie
Średnia unijna spadła o 2,2% w porównaniu z drugą połową 2025 roku. Przed 2022 rokiem typowa cena mieściła się w przedziale około 15–23 eurocentów za kWh, więc do tamtych poziomów wciąż daleko.
Za średnią kryją się bardzo różne historie. Rumuni płacili w pierwszej połowie 2026 roku ponad połowę więcej niż rok wcześniej. Irlandczycy odczuli wzrost rzędu 19,8%, Finowie 18,4%. Z kolei Duńczycy zyskali obniżkę o 31,7%, a mieszkańcy Luksemburga o 24,1%. Rachunek zależy bowiem nie tylko od hurtowej ceny energii, ale też od kosztów dystrybucji, podatków, taryf, krajowych regulacji i mechanizmów osłonowych. To właśnie te składniki sprawiają, że Polska, choć w euro jest dopiero siódma, w sile nabywczej ustępuje tylko Rumunii.