Masz dach ze spadkiem na wschód i zachód i słyszysz, że fotowoltaika bez południa nie ma sensu? To nieprawda. Panele na wschodniej lub zachodniej połaci dają mniej więcej 80–90% rocznego uzysku z idealnego południa, a skierowane na południowy wschód lub zachód nawet 95–97%. Do tego produkują wtedy, gdy w domu najwięcej się dzieje.
Najpierw sprawdź, gdzie patrzy twoja połać
Kierunek dachu opisuje azymut, czyli kąt liczony względem stron świata. W tej skali wschód to 90°, południe około 180°, a zachód 270°. Wystarczy kompas w telefonie i chwila na podwórku, żeby wiedzieć, z którym wariantem masz do czynienia.
Połać, która nie celuje równo w południe, nie przekreśla pomysłu na panele. Liczy się to, jak duże jest odchylenie i kiedy w ciągu dnia zużywasz prąd.
Ile prądu daje każdy kierunek
Punktem odniesienia jest dach zwrócony na południe, bo w polskich warunkach daje największy roczny uzysk. Przyjmijmy go za 100%. Pozostałe kierunki wypadają tak:
- Południowy wschód lub południowy zachód: około 95–97% produkcji z południa. W rocznym bilansie różnica jest niewielka.
- Wschód lub zachód: około 80–90%, zależnie od lokalizacji, kąta nachylenia i zacienienia.
- Północ: panele dostają za mało bezpośredniego słońca, więc taki montaż rzadko się poleca.
Prosta reguła na start: odchylenie o około 15° od południa zabiera zwykle 5–10% uzysku, a gdy przekracza 30°, strata może sięgnąć około 20% w skali roku. Dla instalacji rozłożonej na obie połacie, wschodnią i zachodnią, przyjmuje się spadek rzędu 15–20% względem idealnego południa.
Kiedy w ciągu dnia panele pracują najmocniej?
Moduły na wschodniej połaci łapią słońce od rana i najwięcej produkują przed południem. Te na zachodniej rozkręcają się później i podbijają produkcję po południu.
Dach południowy daje jeden wysoki szczyt w środku dnia, kiedy w wielu domach nikogo nie ma. Układ wschód-zachód rozciąga produkcję na dłuższe okno: od porannego czajnika i ekspresu do kawy po pralkę i piekarnik włączane po powrocie z pracy.
Wschód-zachód wygrywa, gdy prąd zużywasz od razu
Suma kilowatogodzin w roku to nie wszystko. Ważne jest też, ile energii zużywasz w chwili, gdy panele ją wytwarzają, czyli autokonsumpcja. Jeśli twój dom budzi się wcześnie, a po południu znowu wszystko pracuje, profil produkcji ze wschodu i zachodu lepiej trafia w to zużycie niż ostry szczyt z południa.
Dlatego coraz więcej instalacji projektuje się nie pod maksymalną roczną sumę, ale pod rytm konkretnego budynku, a jeśli jest w nim magazyn energii, także pod niego. Gdy rano i po południu zużywasz najwięcej, niższy uzysk roczny przestaje być wadą i staje się rozsądnym kompromisem.
Kąt i osobne trackery to podstawa takiej instalacji
Sam kierunek nie wystarczy. W Polsce najlepszy roczny wynik daje zwykle nachylenie 30–40°: na południu i w centrum kraju około 30–35°, na północy około 35–40°. Mniejszy kąt pomaga latem, większy lepiej łapie nisko zawieszone zimowe słońce.
Przy dwóch połaciach o różnych kierunkach każda powinna trafić na osobny tracker MPPT w falowniku. Podobnie przy cieniu od komina czy drzewa: jeden zacieniony moduł potrafi obniżyć prąd całego łańcucha, a wtedy pomagają optymalizatory mocy albo mikrofalowniki.
Zanim podpiszesz umowę, poproś o wyliczenie w kalkulatorze produkcji, który uwzględnia współrzędne, azymut, kąt, moc instalacji i straty systemowe. Porównanie wariantów dla twojego dachu powie więcej niż ogólne procenty.