Kupiłeś magazyn energii po 1 listopada 2025 r. i liczysz na dotację z naboru, który ruszył 20 października? Zanim złożysz wniosek, sprawdź, czy twój EMS naprawdę steruje ładowaniem, rozładowaniem i oddawaniem prądu do sieci. Jeśli masz tylko aplikację z podglądem baterii, możesz dostać odmowę albo później oddawać pieniądze.
Data na fakturze to dopiero przepustka do kolejki
Program Przydomowe Magazyny Energii, finansowany z Funduszu Modernizacyjnego, pozwala rozliczyć inwestycje, w których zakup, montaż i zgłoszenie magazynu do operatora przypadły na 1 listopada 2025 r. lub później. NFOŚiGW traktuje tę datę jak granicę czasową, a nie obietnicę pieniędzy. Wniosek i tak jest oceniany według wymagań obecnego naboru.
Problem w tym, że część tych wymagań powstała długo po zakupach. Założenia programu trafiły do konsultacji w styczniu 2026 r., zapisy o cyberbezpieczeństwie EMS dopisano dopiero po konsultacjach, a regulamin w ostatecznym kształcie ukazał się 2 października. Kto kupował baterię w grudniu 2025 r., wybierał sprzęt, nie znając reguł, według których dziś będzie sprawdzany.
Jak odróżnić EMS od aplikacji do podglądu?
System zarządzania energią ma realnie decydować o pracy magazynu: sterować ładowaniem i rozładowaniem, kierować przepływem energii w domu i ograniczać niekontrolowane oddawanie prądu do sieci. Może być wbudowany w falownik albo działać jako osobne urządzenie. Forma nie ma znaczenia, liczy się to, co da się udowodnić.
Aplikacja w telefonie, która pokazuje produkcję z fotowoltaiki i procent naładowania baterii, tego wymogu nie spełnia. Sam zadałbym instalatorowi trzy proste pytania.
- Czy system sam decyduje, kiedy bateria się ładuje, a kiedy oddaje energię do domu?
- Czy potrafi ograniczyć eksport nadwyżek do sieci?
- Gdzie w dokumentacji producenta są opisane te funkcje?
Jeśli na trzecie pytanie nie ma odpowiedzi, dwie pierwsze niewiele pomogą przy wniosku.
Jakich dokumentów zażądać od producenta i instalatora?
Piotr Stępiński, dyrektor Departamentu Elektromobilności i Beneficjenta Indywidualnego NFOŚiGW, opisał weryfikację w trzech krokach. Wnioskodawca składa oświadczenie, zaznaczając odpowiednią rubrykę we wniosku. Instalator w protokole potwierdza, że poinformował klienta o wymaganiach. Fundusz sprawdza dane na podstawie karty produktu urządzenia.
Przed złożeniem wniosku warto więc mieć w ręku następujące dokumenty.
- Kartę produktu magazynu oraz falownika lub osobnego sterownika EMS.
- Opis funkcji EMS od producenta, z którego wynika, że system steruje pracą magazynu, a nie tylko ją pokazuje.
- Protokół instalatora z potwierdzeniem przekazania informacji o wymaganiach.
- Informację o cyberbezpieczeństwie odnoszącą się do dokumentów wymienionych w programie: NIS2, Cyber Resilience Act, RED DA i normy ETSI EN 303 645.
Przy ostatnim punkcie jest ważne zastrzeżenie. Na stronie programu przy RED DA i ETSI zaznaczono, że chodzi o urządzenia wyprodukowane po wejściu w życie tych wymagań, więc starszy sprzęt nie odpada automatycznie. Fundusz nie wskazał jednak jednego obowiązkowego certyfikatu i nie planuje listy zatwierdzonych magazynów i falowników na wzór listy ZUM. Dlatego to producent musi napisać, które przepisy dotyczą jego EMS i czym to potwierdza. Gdybym miał magazyn z grudnia 2025 r., wysłałbym takie pytanie mailem jeszcze przed otwarciem formularza wniosku.
Kto oddaje pieniądze, gdy EMS nie spełnia wymagań
Jeżeli przy ocenie wniosku nie da się wykazać zgodności, dotacji po prostu nie będzie. Gorzej, gdy niezgodność wyjdzie na jaw dopiero po wypłacie. Wtedy Fundusz może zażądać zwrotu środków.
Oświadczenie we wniosku składa właściciel magazynu, więc to on odpowiada przed NFOŚiGW, nawet jeśli o wyborze sprzętu zdecydował instalator. Przedstawiciele Funduszu wskazują, że klient wprowadzony w błąd co do zgodności urządzenia może dochodzić roszczeń od sprzedawcy lub instalatora. To jednak osobny spór, który toczy się już po stracie pieniędzy. Pisemne potwierdzenie funkcji EMS od producenta, zdobyte przed złożeniem wniosku, kosztuje jednego maila i chroni przed takim scenariuszem.